12
Kwi

6 powodów, dlaczego warto planować kwartalnie

Z jednej strony, co oczywiste, warto mieć cele i plany długookresowe, ale z drugiej strony w skutecznym i efektywnym działaniu sprawdza się działanie w krótszych odcinkach czasowych. Poniżej znajdziesz moją propozycję, dlaczego  przynajmniej część z tych planów rozbijać na okresy trzymiesięczne.

1. Minimalizacja syndromu Supermana

Dla mnie to najważniejszy argument „za”. Jest to odpowiedź na coś, co fachowo nazywane jest prokrastynacją (nie mylić z lenistwem). Dlaczego pasuje mi nazywanie tego syndromem Supermana? Bo też tak mam… że jakąś magiczną część rzeczy przekładam na później. Aż nadchodzi taki moment, w którym „nagle” okazuje się, że jedynym rozwiązaniem jest „ratowanie świata”. Tak samo jak komiksowy bohater (pomimo innych nadprzyrodzonych mocy) nie potrafimy przewidzieć zbliżającej się zagłady. Za to satysfakcję daje nam, kiedy uratujemy ten nasz świat w ostatniej sekundzie. Planowanie zadań w krótszych okresach sprawi, że tych małych Supermanów będziesz mieć więcej, ale ich intensywność będzie też malała. Także ta związana z porażką, która przecież zdarza się też w komiksach.

2. Zasada małych kroków

Każdy duży cel, żeby się zmaterializował, wymaga całej serii mniejszych działań. Dzielenie planów rocznych czy długookresowych na konkretne zadania, które będziemy realizować w krótszych okresach. Oczywiście w tym skracaniu okresów też trzeba mieć umiar, żeby samo planowanie zadań nie stało się przerostem formy nad treścią. Okres trzech miesięcy wydaje się być optymalny dla realizacji małych projektów albo zamykania etapów prowadzących Ciebie do celu. Najkrótszy interwał czasowy związany z planowaniem konkretnych zadań do realizacji to okres dwóch tygodni. To pozwala Ci na elastyczność i mimo wszystko utrzymanie planu, gdy sytuacja zewnętrzna Ci to utrudni. Okresy dzienne to z kolei już nie plany, a konkretne zadania do wykonania danego dnia.

3. Zmiana pór roku

Kwartały mniej więcej pokrywają się z okresem zmian pór roku, a co za tym idzie otoczenie zewnętrzne się zmienia i zmieniają się nasze możliwości. Pora roku, warunki zewnętrzne, ilość słońca - to wszystko wpływa na biochemię naszego organizmu i tym samym wpływa na nasze samopoczucie. To warto uwzględniać w swoich planach. Twoja prywatna lista tego, jak lubisz spędzać czas, powinna się rozrastać. Osadzanie aktywności do konkretnej pory roku, regularne wracanie i aktualizacja tej listy będzie dla Ciebie dodatkową motywacją, by czas spędzać zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, a nie zostawiać tego przypadkowi. Jeżeli planujesz jakąś dietę to oczywiste jest, że zmiana pór roku to też zmiany w tym, jakie produkty spożywcze są dostępne w najlepszej jakości i formie. Przykładowo w zimie kupowanie świeżych truskawek jest tak samo sensowne, jak mrożonych w lecie… ale już na odwrót – ma zdecydowanie większy sens.

4. 90 dni dla nowych nawyków

Jeżeli chcesz coś zmienić w swoim życiu poprzez zmianę nawyków, to właśnie okres 90 dni jest tym minimalnym, by ocenić, czy to jest naprawdę dla Ciebie. Na temat tego, ile dni potrzeba do zmiany lub wykształcenia nawyku, jest chyba tyle teorii, co naukowców to badających. I prawdę mówiąc, nie chcę się zgodzić zarówno z tymi, co mówią 21 dni i tymi, co 90 dni. Wiem to po sobie… kilka lat codziennego wstawania przed 5 rano i czy to już jest nawyk? Przecież nadal są dni, kiedy walczę ze sobą, by się podnieść. Są też poranki kiedy po prostu przegrywam. Wiem jednak, że 90 dni pozwala przejść zarówno przez pierwszą falę euforii związanej ze zmianą, a także zaliczyć pierwsze spadki motywacji. Dopiero przejście przez te fazy i komplet emocji z tym związanych pozwoli Ci trwale ugruntować decyzję o zmianie. O ile oczywiście podejmiesz taką decyzję.

5. Czas na działania korygujące

Tu powiedzmy sobie szczerze… nie wszystkie nasze plany mają sens. Oczywiście dowiadujemy się o tym po pewnym czasie. Kiedy indziej to właśnie upływ czasu powoduje, że ten sens one tracą. Zmieniają się okoliczności związane z rodziną, pracą, a czasem niestety możliwościami zdrowotnymi. Jeżeli kontakt ze swoimi planami masz „od święta”, to w przypadku, gdy część planów uległa dezaktualizacji, możesz na koniec zostać z listą wypełnioną starymi odrzuconymi pomysłami i marzeniami, nie mając jednocześnie nic w zamian. Mój przykład: miałem w planach przebiec maraton. Niestety „awaria” kolana sprawiła, że stało się to niemożliwe. Póki co jeszcze mogę go przejść, ale to już nie to samo. Zmiana planów uchroniła mnie od frustracji i poczucia porażki, bo maraton zastąpiłem innymi wyzwaniami.

6. Systematyczna weryfikacja postępów

Ten punkt częściowo wynika z kilku poprzednich i jest niejako ich sumą. Takie podsumowanie efektów to czas, w którym możesz jednoznacznie rozliczać się sam przed sobą, czy jesteś na drodze do realizacji swoich celów. Z drugiej strony samo to może być powodem do odczuwania zarówno radości z osiągania, ale też rozczarowań związanych z niedotrzymaniem wewnętrznej umowy… jednak pamiętaj, że cały czas pozostają Ci kolejne 3 kwartały roku na ewentualne nadrobienie zaległości. No, a w 9 miesięcy to w warunkach ludzkich można nawet stworzyć nowe życie 😉

Na zakończenie chciałbym zachęcić Cię do powrotu lub zapoznania się z koncepcją kompasu, którą przedstawiłem w cyklu o planach noworocznych… i zachęcam Cię do powracania do niego co 3 miesiące… zapewne będę Ci o tym przypominać. Linki masz zebrane poniżej... do dzieła... #doitnow

 

AUTOR | WOJTEK WALANIA

Przemądrzały, buc i grafoman. Z dystansem do siebie, ale tylko na swoich warunkach. Woli działanie od gadania, ale jak zacznie to nie raz samo w sobie staje się działaniem ogromnie zajmującym - wówczas męska ułomność podzielności uwagi może stopować resztę procesów (z fizjologicznymi włącznie).

Leave a comment  


Follow on Feedly
scriptsell.neteDataStyle - Best Wordpress Services