30
Sie

Dam Ci to, czego nie da Ci ZUS

Skoro zainteresował Cię wpis na blogu o inwestowaniu w nieruchomości, to mogę z prawdopodobieństwem bliskim 100% przyjąć, że myśl aby zacząć pojawiła się jeszcze zanim tu trafiłeś. Większość znanych mi ludzi zaczynała o tym poważniej myśleć po przeczytaniu jakiejś książki traktującej o inwestowaniu, tworzeniu majątku, pasywnym dochodzie itp. Pewnym fenomenem dla mnie jest bardzo częste wymienianie przez te osoby książek Roberta Kyosakiego, które także i na mnie zrobiły wrażenie, choć w moim przypadku ta książka pojawiła się już po rozpoczęciu inwestowania. Nie wchodząc w ocenę biznesów Roberta ani analizę czy bogaty ojciec faktycznie istniał, czy może jest postacią fikcyjną, to wydaje mi się, że pozycja (Bogaty ojciec, biedny ojciec - Robert Kiyosaki) powinna należeć do grupy lektur obowiązkowych. Tylko, że wpis ten nie jest recenzją książki więc przejdę do tematu i refleksji związanej z moimi doświadczeniami.
Dlaczego ja zacząłem inwestować w nieruchomości? Ano dlatego, że któregoś pięknego dnia dostałem list od zakładu ubezpieczeń społecznych, który co prawda nie wprost, ale przekonał mnie, że raczej nie mam co liczyć na emeryturę pozwalającą mi cieszyć się życiem wtedy gdy tego czasu powinienem mieć dużo... a może jako niepoprawny optymista powinienem przyjąć, że po prostu tak bardzo jestem potrzebny społeczeństwu, gospodarce, żebym nawet nie myślał o czymś tak mało produktywnym jak emerytura.
Przypomniałem sobie też inny dość bliski mi przykład... kiedy ktoś z mojej rodziny przechodził na emeryturę to odczuł sprawiedliwość systemu... zarabiając kilkakrotnie powyżej średniej krajowej i od niej płacąc składki nie masz co liczyć na utrzymanie tej proporcji w przyszłości, i otrzymywać choćby kilku krotność średniej emerytury... co najwyżej będziesz mieć ciut więcej niż ci którzy płacili zdecydowanie mniej składek - nie ma tu mowy o jakiejkolwiek uczciwej zależności.
Te dwa przypadki sprawiły, że stało się dla mnie jasne iż coś co jest nazywane ubezpieczeniem społecznym tak na prawdę jest ubezpieczeniem społeczeństwa, a w zasadzie państwa przed katastrofą ekonomiczną i wyjściem ludzi na ulice.

Czy ja się na to godzę i czy jest jakaś inna droga? Odpowiedź na pierwsze pytanie chyba jest oczywista, ale jestem tez realistą i pomimo wewnętrznego sprzeciwu, obserwuję, że nawet w wyborach powszechnych mamy iluzoryczny wpływ na zmianę tego stanu rzeczy. Jest to poza moim zasięgiem wpływu, dlatego staje się pomijalne... ale za to mam wpływ na to czy podążę tą droga, albo raczej czy droga ta będzie jedyną jaką wybiorę. I tu właśnie pojawiła się myśl o nieruchomościach jako inwestycji, a raczej tym co ja rozumiem jako inwestycję czyli przyszłym źródle dodatkowego przychodu, a w zasadzie dodatnich przepływów.
Inwestowanie w nieruchomości to tak naprawdę inwestycja w przepływy jakie nieruchomości generują - o tym będzie jeszcze mowa w kolejnych postach.

Leave a comment  


Follow on Feedly
scriptsell.neteDataStyle - Best Wordpress Services