Nieruchomości

MikroMarylin – Historia zakupu

Dostałem sporo pytań na temat Case 1. Postaram się na nie odpowiedzieć, opisując całą historię początków tej inwestycji.

Zaczęło się od tego, co robię dość regularnie – przeglądanie ogłoszeń. Początkowo zupełnie nie zwróciłem większej uwagi na to ogłoszenie. Zdjęcia prezentowane przez biuro nieruchomości kompletnie nie zachęcały do zapoznania się z ofertą.

Po jakimś czasie – jako, że jestem wzrokowcem – wiedziałem, że „wisi” ono już dość długo, ale cena stała się zaskakująco niska. Zwykle mieszkanie poniżej 100 kPLN w Gdańsku okazują się być jakimś TBS-em. Zacząłem przyglądać się bliżej… Gdańsk ulica Dobra… hm, niby nie ścisłe centrum, ale 10 minut pieszo od starówki. Ze zdjęć widziałem, że to musi być poddasze, z wykuszem. Na jednym ze zdjęć dostrzegłem widoczne drzewo, cienie wykluczały widok na północ. I jak w filmie szpiegowskim… chwila pracy analityka rozpracowującego zdjęcia satelitarne i lotnicze… przy użyciu Google Earth – cel namierzony z prawdopodobieństwem około 99,99%. Pierwsza myśl, no może… warto.

W tym samym czasie dosyć często zdarzało mi się kursować w okolicach omawianej nieruchomości. Korzystając z okazji postanowiłem sprawdzić, czy ta ulica Dobra taka dobra. Zajechałem i byłem pozytywnie zdziwiony, budynek – stara kamienica – na oko w dobrym stanie. Nad jednym z kanałów, stanowiących niegdyś ochronę starego Gdańska. Droga brukowana z małym ruchem. Blisko przystanek – robiło się co raz ciekawiej. Postanowiłem jeszcze dotrzeć do tego drzewa, które zgodnie z „danymi analitycznymi” miało być od południowej strony w podwórzu. Dotarłem i nagle zaskoczenie – świeci się światło… jest szansa… pojawiły się myśli: może sprzedane… a może nie i właśnie prezentowane potencjalnemu nabywcy… czekać pod klatką? Jak? Przecież są dwa wyjścia z klatki na dwie strony… Jaki to może być numer mieszkania… przecież nie będę dzwonił po wszystkich… a hasło przesyłka po 21.00 będzie podejrzane. W tym momencie pojawił się pan, który podczas remontu swojego mieszkania wynosił gruz i przyblokował wiaderkiem drzwi do klatki. OK, udało się, jestem… wchodzę po schodach na samą górę, zastane widoki i wcześniej widziane w ogłoszeniu zdjęcie klatki utwierdziły mnie, że to już 99,9999%. Stoję pod drzwiami, słyszę jakieś głosy… kurcze, chyba wychodzą… jeżeli się pomyliłem, to jest jakiś % szans – którego nie szacowałem w pośpiechu – by dostać w ryj za podsłuchiwanie pod drzwiami w nocy. Wycofałem się, ale zaraz… tak blisko i się wycofać? Głupie, czekam na półpiętrze i za chwilę z mieszkania wychodzi młoda kobieta z jakimś facetem. Chwilę później siedziałem z nią w tym mieszkaniu… a mina pośrednika, gdy zapytałem, czy mieszkanie jest na sprzedaż, była bezcenna. Przegadaliśmy dłuższą chwilę, dowiedziałem się bardzo dużo o samym mieszkaniu jego historii – było wynajmowane w takim stanie za 600 – 650 PLN – a to już oznaczało dla mnie, że mogłem zapłacić za nie więcej niż oczekiwana cena… (Jeden z wpisów poświęcę tematowi, jak szybko wyceniam nieruchomość.)

Dopytywałem też o przyczyny sprzedaży, nie poznałem ich jasno na samym początku. Właścicielka podzieliła się też ze mną swoją ceną, jaką oczekuje bez uwzględniania pośrednika – już było 70 kPLN. Dowiedziałem się też o problemie jaki miała u dostawcy energii. Przez kilka ładnych lat posiadania nie była w stanie – pomimo wielu reklamacji – przejść przez procedurę przepisania na nią licznika. Po wszystkim umówiliśmy się, że spotkamy się jeszcze raz i jej w tym pomogę. Skoro mam kupić, to trzeba to będzie zrobić. Pomyślałem też, że to będzie też dobry czas, by przemyśleć i złożyć moją propozycję. Tak się stało, pani w okienku początkowo nieugięta… że na wniosku musi być podpis poprzedniego właściciela i że nie ma wpływu bo procedury, które nie uwzględniają, że nie ma z poprzednim właścicielem kontaktu i że podpis musi być na druku, a sam akt notarialny jest ważny, ale rozumie pan – procedura. Sam przez chwilę poczułem, że walę głową w ścianę. W końcu zaproponowałem uczciwie pani z okienka dwa warianty, które czynią, iż procedury zostają „zachowane”. Pierwszy – której, byłem zdecydowanie przeciwny – podpisuję się za poprzedniego właściciela i pani ma swój formularz. Drugi – składamy reklamację, bo bez umownie przez kilka lat przyjmowali wpłaty, których zwrotu oczekujemy. Swoich należności mogą dochodzić od tego na kogo jest licznik i z kim mają umowę… oczywiście obecny licznik niech demontują za zadłużenie i podpiszą nową umowę z nowym właścicielem mieszkania. Pani pomyślała chwilkę, udała się do kierowniczki i odtąd niemożliwe stało się możliwe. Po tej całej przygodzie poszliśmy już spokojnie na kawę omówić cenę i warunki transakcji. W trakcie tej rozmowy dowiedziałem się powodu sprzedaży – Pani miała już zadatkowane mieszkanie, które chciała kupić dla siebie. Sprzedała też po długich bojach inną nieruchomość, a nowemu nabywcy chyba przeciągało się uruchomienie kredytu… widać było, że była już tym wszystkim zmęczona, a jeszcze w tle ryzyko utraty zadatku i chwilowe zamieszkiwanie z rodzicami w tym okresie przejściowym. Przyszedł czas na moją propozycje – 50 kPLN płatne gotówką. Notariusz i wpłata nawet jutro… dobrze, że siedziała, a i bez kawy ciśnienie jej podskoczyło. Widać, że była mocno zaskoczona – umówiliśmy się na ponowny kontakt. Noc miałem bardzo długą, wszystkie moje kalkulacje, mówiły mi bierz jak stoi, natychmiast. Następnego dnia dzwonię i usłyszałem, że przyjmuje moją ofertę.

Dalszą historię już częściowo znasz, a następna odsłona na pewno nastąpi. Zachęcam do wysyłania swoich pytań albo zamieszczania ich w formie komentarzy – postaram się  na wszystkie odpowiedzieć.

Wojtek Walania
Wojtek Walania
Przemądrzały, buc i grafoman. Z dystansem do siebie, ale tylko na swoich warunkach. Woli działanie od gadania, ale jak zacznie to nie raz samo w sobie staje się działaniem ogromnie zajmującym - wówczas męska ułomność podzielności uwagi może stopować resztę procesów (z fizjologicznymi włącznie).
Może Ci się spodobać
Nieruchomości
Dam Ci to, czego nie da Ci ZUS
Nieruchomości
Jak bezpiecznie wynająć mieszkanie? Rozdział 3

Zostaw komentarz