10
Lis

Moja przygoda z morsowaniem

Pierwszy raz z bardzo zimną wodą zetknąłem się latem. Będąc w górach wraz z grupą znajomych… jakieś dwadzieścia parę lat temu. Nocą ktoś wpadł na spontaniczny pomysł  – idziemy wykąpać się w Białym Potoku. Pamiętam pierwszą swoją myśl, a raczej wspomnienie innej chwili, gdy po długim marszu zamoczyłem stopy w strumieniu. Nie było to zimno, a zwykły i prosty ból.

Zanim weszliśmy do Białego Potoku, miotany falami zwątpienia, rzuciłem koleżance wyzwanie: jak ty wejdziesz, to jeszcze w tym samym roku wykąpię się zimą w morzu. No i skubana weszła pierwsza. O naszych górskich przygodach już wszyscy prawie zapomnieliśmy. Jednak słowo się rzekło, a że słowo droższe od pieniędzy, trzeba było go dotrzymać. Oczywiście odkładałem to do ostatniej chwili, by rzutem na taśmę w samej końcówce roku wykąpać się w morzu. Brzeg był skuty lodem. Słona morska woda zamarza poniżej zera, a dodatkowo jej ruch powoduje, że proces zamarzania przebiega zupełnie inaczej niż w jeziorze. Pamiętam to uczucie, jak wchodziłem w pływającą kaszę. Woda zgodnie z pomiarem podanym przez Gdański Klub Morsów miała -3 stopnie Celsjusza. Do dzisiaj chyba jest to mój rekord życiowy, jeżeli chodzi o zimną wodę.  Po wszystkim poczułem to samo, co mój ośmioletni syn, który w listopadzie 2016 roku pierwszy raz w swoim życiu morsował – myślałem, że będzie gorzej.

To jest jedna z tych sytuacji, która po wszystkim udowadnia nam, że wszelkie bariery i ograniczenia istnieją wyłącznie w naszej głowie. To normalne, że przed wejściem możesz czuć obawę, a nawet strach. Tak długo, jak mówisz sobie: ja nie dam rady - tak długo tak będzie. Wystarczy, że zamienisz to na DAM RADĘ i tak właśnie będzie. 

Dzisiaj, jak ktoś mnie pyta, dlaczego włażę do zimnej wody, odpowiedź jest zawsze ta sama – bo nie lubię zimna. I choć brzmi to jak paradoks, to jest to prawda. Zacznijmy od tego, że wchodząc do wody w zimie nigdy nie czułem zimna. Ból i owszem, ale on znowu nie jakiś powalający i do tego tylko w stopy. Są one stosunkowo słabo ukrwione, nie są pokryte tłuszczem i jednocześnie mają najdłuższy kontakt z wodą. Dzięki temu, że nasz mózg może skupić się na jednym źródle bólu zamoczenie reszty ciała nie stanowi już żadnego problemu. Zapewniam Ciebie, że większość ludzi w momencie wchodzenia latem do naszego Bałtyku ma większy dyskomfort związany z zimnem niż osoby morsujące zimą.

Dla wszystkich nielubiących zimna jest to sprawdzona metoda, by pozbyć się tego uczucia w życiu codziennym. Dzięki hartowaniu organizmu przesuwa się granica związana z dyskomfortem spowodowanym zimnem. Oczywiście morsowanie nie uchroni Cię przed wszystkimi infekcjami, ale  istotnie wzmacnia system immunologiczny i ewentualne przeziębienia przebiegają zdecydowanie łagodniej. Doświadczyłem tego na własnej skórze. Jako nastolatek chorowałem dość często w okresie od jesieni do wiosny. Drobny katar zawsze kończył się uporczywym i długotrwałym kaszlem, z którym radziły sobie wyłącznie antybiotyki.  Podobna sytuacja była ze starszym synem. Kiedyś dość często zapadał na infekcje, które kończyły się zapaleniem krtani i antybiotykiem. Od kiedy zimą spędzamy aktywnie czas na świeżym powietrzu, także jego odporność wzrosła istotnie. Dzisiaj nie pamiętam, kiedy brałem antybiotyk. Katar czy ból gardła, owszem, czasem się zdarzy, ale jest zwykle wynikiem przebywania wśród chorych osób, gdzie innych rozkłada. Czasem przyczyną jest chojractwo w lekkim ubiorze. Jak człowiekowi mniej zimno, to czasem pewne rzeczy lekceważy. Prawda jest taka, że żadne morsowanie nie obroni Cię przed przeciągami i nadmiernym wychłodzeniem organizmu.

Jest cała masa badań naukowych, wykazujących zbawienny wpływ morsowania dla organizmu i to prawie każdej jego części. Zaczynając od skóry, przez układ krążenia, kości i stawy, a na narządach wewnętrznych kończąc. Podobno reguluje też poziom cholesterolu i cukru we krwi. Jeżeli jesteś tym bardziej zainteresowany, to z łatwością znajdziesz w internecie sporo artykułów na ten temat. Do tego dochodzi cała masa efektów związanych z tym, co siedzi w Twojej głowie. Możesz oczekiwać większego optymizmu i pogody ducha. Pewnie częściowo będzie to spowodowane przez poprawę samooceny i wzrost wiary w siebie. Zwiększy się Twoja aktywność, ale morsowanie wpływa też wzmacniająco na prowadzenie zdrowego trybu życia.

Chwile bezpośrednio po morsowaniu często są opisywane jako swoisty błogostan. Ja najsilniej odczuwam ten stan, gdy w bezwietrzne i słoneczne południe wyjdę z wody na białą od śniegu plażę, przy temperaturze powietrza około -8 stopni Celsjusza. Wycieram skórę, która w promieniach słońca paruje i niemal czuję każdy foton, który ogrzewa ciało. Stoję tak przez chwilę i wcale nie chce się ubierać, podczas gdy obok przechodzą ciepło ubrani spacerowicze.

To, co chciałbym, abyś wziął dla siebie z tego wpisu, dotyczy tego, że jeżeli tylko chcesz, to dasz radę. Jeżeli tylko myślisz o tym, to przestań myśleć i to zrób. Jeżeli jeszcze nie myślałeś, to zacznij.

Dzisiaj nie jest to już taka egzotyka jak wtedy, kiedy ja morsowałem pierwszy raz. Jest masa klubów, ale też jest bardzo dużo osób kąpiących się w mniejszych grupkach i indywidualnie. Warto na początku dołączyć do kogoś. Powiem więcej, ze względów bezpieczeństwa zdecydowanie nie powinieneś tego robić sam, przynajmniej nie na początku. Doświadczony mors na pewno pomoże Ci odpowiednio przygotować się do pierwszego razu. Choćby w formie poprowadzenia odpowiedniej rozgrzewki. Będzie też przydatny jako wsparcie mentalne. Zdecydowanie łatwiej jest zrobić coś, gdy obok Cię jest ktoś, kto wierzy w Ciebie, wie, że dasz radę i Cię wspiera w tym, co robisz.

Trzymam za Ciebie moje zmarznięte kciuki.

AUTOR | WOJTEK WALANIA

Przemądrzały, buc i grafoman. Z dystansem do siebie, ale tylko na swoich warunkach. Woli działanie od gadania, ale jak zacznie to nie raz samo w sobie staje się działaniem ogromnie zajmującym - wówczas męska ułomność podzielności uwagi może stopować resztę procesów (z fizjologicznymi włącznie).

Leave a comment  


Follow on Feedly
scriptsell.neteDataStyle - Best Wordpress Services